Faza księżyca
Newsletter
NOWOŚĆ!


cytat2.png

“Ćwiczcie, a wszystko przyjdzie samo” - wspomnienia - (część 1)

Twórca stylu Asztanga Jogi Sri K. Pattabhi Jois (1915-2009) poświęcił swoje życie jodze. W niniejszym artykule jego wieloletni uczniowie wspominają miłość i wiedzę, jaką się z nimi dzielił.

autor: różni

 

W roku 1972 wspólnie z zaprzyjaźnionym joginem Normanem Allenem widzieliśmy, jak Manju Jois prezentował pierwszą serię w Pondicherry. Byłem kompletnie zszokowany! Jak detektyw poszukujący w Indiach jogi ostatecznej, odnalazłem ją - jednak moja wiza traciła ważność. Ojciec Manju, Guruji K. Pattabhi Jois, oraz jego młodszy brat Ramesh zaczęli mnie uczyć  w 1973, aż opanowałem całą sylabę. Guruji podarował mi brązową odznakę Shivy, zachęcając mnie do nauczania słowami: “Powieś ją na swoich drzwiach i nazwij swoją szkołę Ashtanga Yoga Nilayam”. Traktuję tę odznakę jako codzienne przypomnienie daru wiedzy jogicznej, jaki otrzymałem od Guruji.
Wraz z Nancy Gilgoff zaprosiliśmy Manju i Gurujiego do Encinitas w Kalifornii, w roku 1975. Ostatniej nocy siedzieliśmy w kuchni, rozmawiając, a Manju służył za tłumacza.

“Guruji”, zapytałem, “widziałeś, jak żyję, poznałeś moich przyjaciół. Jak wielki jogin, małemu joginowi, jaką radę mógłbyś mi dać?”.

“Tak”, odrzekł, “każdego ranka wstawaj. Ćwicz tyle jogi, ile zechcesz. Może coś zjesz, może będziesz pościł. Może będziesz spał w środku, może będziesz spał na dworze. Następnego ranka, wstań. Poćwicz tyle jogi, ile zechcesz. Może coś zjesz, może będziesz pościł. Może będziesz spał w środku, może będziesz spał na dworze. Ćwicz jogę, a wszystko przyjdzie samo!”.

“Dziękuję ci Guruji”, odparłem, “inni mówią mi: zetnij włosy i znajdź sobie jakąś pracę. Ty mówisz, abym ćwiczył jogę, a wszystko przyjdzie samo!”.

Słowa Gurujiego dały mi wolność do “poddania się jodze”. Jeśli miałem pościć i spać na dworze, równie istotne było, gdzie to będzie. Nancy i ja zakupiliśmy bilety w jedną stronę do Maui, Guruji powrócił do Indii, Manju został w Kalifornii. Nauczyliśmy codziennej praktyki Asztanga Jogi tysiące ludzi, a oni nauczali innych. Minęły dekady i Asztanga stała się stylem powszechnie praktykowanym na całym świecie.  Guruji dał mi dwa podarunki - wiedzę i wolność. Posiadając te dwa podarunki, kontynuowałem codzienną praktykę bez przerwy przez niemal 40 lat i faktycznie: “Wszystko przyszło samo”.

autor: David Wiliams

Sri K. Pattabhi Jois naucza w Encinitas w Kaliforni w roku 1989


 


K. Pattabhi Jois często cytował nam Bhagavad Gitę. Zwykł mawiać, iż ciała przychodzą i odchodzą, porzucane jak stare ubrania, jlecz dusza nigdy nie rodzi się, ani nie umiera. Inaczej jednak niż ze starym ubraniem, relacja, jaką z nim mięliśmy, była intensywnie miłosna i osobista. Tak więc nie muszę opłakiwać jego nieśmiertelnej duszy. Zamiast tego będzie mi brakować dżentelmena, którego ciało dawało schronienie jego duszy przez 93 lata i lśniło jej promiennym blaskiem. Będzie mi brakować jego uśmiechu i jego dziecięcej ciekawości, która pozwoliła mu zachować młodość przez długie lata. Brakować będzie mi sposobu, w jaki zapraszał nas do swojego domu, swojego życia, swojej jogi. Wreszcie brakować mi będzie skończonej intensywności jego koncentracji, jasności jego rozumienia i jego zdolności do ujmowania skomplikowanych prawd w proste słowa.
Są to również wszystko prawdy, które służą mi za wskazówkę, jak żyć moje własne życie, ponieważ błogosławieństwa guru nie spływają z tego, co on mówi, ale z tego, jak żyje. Guruji był zaś tego wybitnym przykładem. Kochał serdecznie swoją żonę i swoją rodzinę i obsypywał ich wszystkim tym, co najlepszego mógł im zaoferować. W sposób doskonały realizował swoją dharmę Bramina, odprawiając swoje modlitwy i nigdy nie zaprzestając swoich studiów, nauczania i pracy dobroczynnej. Jednak pomimo czystości rytualnej, jaką utrzymywał, potrafił również ując, nie osądzając, liczne pokolenia Ludzi Zachodu tłumnie nawiedzających jego szkołę jogi rok po roku, którzy w wielu przypadkach, włączając w to mnie samego, rozpoczynali swoją u niego naukę jako nieszczęśliwi quasi-hipisi.

Byliśmy tylko dzieciakami, kiedy do niego przyszliśmy, a on patrzył, jak przechodzimy przez fizyczne męki, dostosowując nasze ciała do jego wymagającej praktyki; poślubił nas i nazwał swoimi dziećmi, śmiał się razem z naszymi dziećmi i dawał im czekoladki. Cierpieliśmy wraz z nim, gdy zmarła jego żona, i wspólnie świętowaliśmy jego osiągnięcia - otwarcie nowej szkoły w Gokulam, jego 90. urodziny. Był dla nas kimś więcej, niż tylko nauczycielem. Był naszym światłem przewodnim, naszym lśniącym przykładem; był on naszym Guruji.

autor: EDDIE STERN

Porównuję jego obecność do wielkiego i wspaniałego drzewa rosnącego w lesie. Gdy takie drzewo przewraca się, pozostawia wielką pustkę w miejscu, w którym niegdyś stało. Uczucie pustki jest najbardziej oczywistym wynikiem jego upadku. Jeśli przyjrzymy się dokładniej, zobaczymy, że drzewo-ojciec otwarło sklepienie powyżej, by zapewnić światło młodym drzewkom. Stare drzewo pozostawiło również po sobie żyzną ziemię , w którą młode nowe, młode drzewa mogą zapuścić głębokie korzenie. W ten sposób energia wielkiego i mocnego drzewa zapewnia pokarm i siłę kolejnym pokoleniom drzew. Owszem, potrzebny będzie cały las, by zastąpić pustkę, jaka powstała po odejściu K. Pattabhiego Joisa, choć może właśnie na tym od początku opierał się cały plan. Na tym polega dobrodziejstwo tych, którzy kroczą tą samą drogą przed nami. Przygotowują oni tą drogę, aby łatwiej było nam podążać nią naprzód.

autor: David Swenson

Sri K. Pattabhi Jois W Nowym Jorku w 2002 roku


 

W 1987 Pattabhi Jois uczył w Montanie, w Kolorado i w Kalifornii. Przemierzyłem cały kraj, jadąc z Nowego Jorku, aby spędzić pięć miesięcy na codziennej praktyce w ramach tego “Tournee Wy Robicie”, jak ochrzciliśmy cały cykl prowadzonych przez niego zajęć, (wzięło się to od ulubionego powiedzonka Joisa, jakiego używał, zwracając się do swoich uczniów w trakcie zajęć - “Wy robicie!”).

Pewnego popołudnia osoba, która miała odwieźć Gurujiego do domu, nie pojawiła się. Zaoferowałem, że podrzucę Gurujiego i jego żonę Ammę. Jednak oprócz niego, również spore grono innych osób reflektowało na “podwózkę”. Zaproponowałem, że wykonam kilka kursów, jednak Guruji upierał się, że wszyscy się zmieścimy do auta. Zapakowaliśmy się więc wszyscy do mojej Hondy Civic Station Wagon - dwa psy z tyłu, ja za kółkiem, Guruji na przednim siedzeniu, zaś cała reszta w środku. Co najmniej 10 osób wcisnęło się do mojego samochodu. Kiedy już wypakowaliśmy się, Guruji spojrzał przez ramię na ten cały ładunek ludzi, zwierząt i sprzętu i i powiedział “Oh, całkiem jak w Indiach”. Wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.

autor: Beryl Bender Birch

K. PATTABHI JOIS LUB TEŻ GURUJI, jak go nazywaliśmy, posiadał zadziwiającą umiejętność przebijania baniek ego swoich oddanych uczniów, zawracając nas wprost do umysłowości osób początkujących. Często poprawiał to, co uważaliśmy za nieskazitelne sekwencje pozycji lub to, w jaki sposób były one ukształtowane. Uwielbiał zaprzeczać temu, co sam mówił dzień wcześniej, jeśli tylko pomagało to nam zrozumieć naszą sztywność i obsesyjne przywiązanie do reguł.

Pewnego dnia przekonał mnie (osobę chronicznie cierpiąca na zarozumiałość ze względu na moją wiedzę) abym wygiął się do tyłu i pochwycił swoje kolana bez żadnej rozgrzewki. Wiedziałem, że w żaden sposób nie było to wykonalne, a on w zwięzłych słowach przekonał mnie że nic - ani ciało, ani pozycja, ani sekwencja, ani reguła - nie było tym, za co ja je uważałem. Zanim zdążyłem o tym pomyśleć, ustawił mnie w pozycji.

Zawsze zaskakujący,  radosny naciągacz, przecinał na pół nasze zarozumialstwo. Prawdopodobnie najsłodszym momentem dla jego uczniów było, kiedy karcił ich, używając słów “niedobra pani” lub “niedobry pan” (od czasu do czasu stosował również określenia “dobra pani” i “dobry pan”). Te czułe określenia zawsze ratowały nas przez byciem znudzonymi ekspertami i powracały nas do stanu rozentuzjazmowanego początkującego.

autor: Richard Freeman


tłumaczenie Rafał Gadomski
Yoga Journal, wrzesień 2009